**********
Narrator
**********
W Wiosce Ukrytego Liścia trwała spokojna noc. Nagle ciszę przerwał głośny, kobiecy krzyk. Dwoje mężczyzn, którzy go usłyszeli natychmiast pobiegli do źródła dźwięku. Wpadli do małego domu i ich oczom ukazał się straszny widok. Czarnowłosy chłopak cały we krwi stał nad nieżywym mężczyzną i kobietą. Obydwa ciała miały rozszarpane gardła i wyraz zaskoczenia na twarzy. Chłopak spojrzał na mężczyzn i z szybkością światła podbiegł do pierwszego i poderżnął mu gardło
- Uciekaj - powiedział cicho do drugiego mężczyzny - Powiedz im, że Usui Yamato zamordował swoje wujostwo z zimną krwią - spojrzał na niego z pod grzywki - Już!
Mężczyzna przerażony uciekł z domu i pobiegł do biura Hokage. Tymczasem Usui rzucił nóż na podłogę i wyszedł w ciemną noc
- Mam nadzieję, że to wystarczy żeby dostać się do Akatsuki - szepnął do gwiazd . Po chwili wyruszył w swoją podróż.
*********
Wika
********
- O Boże Liderze nie złość się już tak - powiedziałam przewracając oczami - To, że jeden chłopak nam pomógł nie znaczy, że od razu będzie na nas polował czy coś - Pain westchnął uspokajając się
- Dobrze. Ale dobrze wiedzieć, że treningi dały jakieś owoce. - powiedział wstając od stołu - Idźcie spać, dużo dzisiaj przeżyłyście - kiwnęłam głową i wzięłam Mery za rękę. Nadal siedziała patrząc się w ścianę. Pomachałam jej ręką przed twarzą
- Hej, ziemia do Karalucha! Powrót z Krainy Marzeń! - drgnęła i spojrzała na mnie
- Co? - zapytała nieobecnym wzrokiem. Westchnęłam
- Przez całą drogę wydawałaś się nieobecna, a teraz się jeszcze pytasz co. Wstawaj!
Kiedy udało jej się dojść do pokoju i przy okazji się nie zabić, rzuciłam się na łóżko. Ona usiadła i znowu zaczęła się gapić w ścianę. rzuciłam w nią poduszką
- Hej Mery co oni ci takiego zrobili, że gapisz się w tę ścianę? - też rzuciła we mnie poduszką, ale zrobiłam unik
- Torturowali mnie, bili, i ogólnie zrobili pranie mózgu - powiedziała śmiejąc się i rzucając we mnie kolejną poduszką. Nie byłam jej długo dłużna i tak zrobiłyśmy wojnę na poduchy. Kiedy w końcu przyszedł Pain i nawrzeszczał na nas żebyśmy były cicho położyłyśmy się spać
- Szczur...? - usłyszałam cichy szept Mery
- Co Karaluch?
- Co myślisz o Usui'u? - zastanowiłam się przez chwilę
- Wydawał się miły, a co?
-...A nic tak się tylko pytam. Dobranoc - szepnął Karaluch ucinając rozmowę. Ciągle rozmyślając o co mogło chodzić Mery zasnęłam.
***********
Rankiem
Marysia
**********
Usiadłam na łóżku i ziewnęłam. Przez całą noc myślałam o Zboczonym Kosmicie i o jego zachowaniu. Koniec końców uznałam, że pewnie jest chory i stwierdziłam, że w życiu nie chcę go znowu spotkać. Szczur też już wstał, więc razem poszłyśmy na śniadanie. gdy śmiałyśmy się z czyjegoś żartu usłyszałam kłótnię w korytarzu i wysuwany miecz
- Wika słyszysz to?
- No - Szczur też wstał - Idziemy tam - Pobiegłyśmy do korytarza i stanęłam jak wryta, gdy ujrzałam co się tam działo. Usui jak gdyby nigdy nic stał przed Kisame i Itachim i o coś się kłócił. Wtedy mnie zauważył i pomachał mi. Wtedy wzrok Kisame i Itachiego padł na mnie
- Mery znasz go? - zapytał niebiesko-skóry
- Em...Tak jakby...Co ty tu w ogóle robisz?! - złapałam Usui'a za rękę próbując wyrzucić go na zewnątrz, ale on się nawet nie ruszył
- Chcę się spotkać z Liderem tej organizacji - powiedział dobitnie
- Usui to nie jest raczej najlepszy pomysł zważając na to, że jesteś tu intruzem i... - desperacko próbowałam go ruszyć, ale stał jak kamień. W połowie zdania przerwał mi wchodzący Pain
- Przychodzisz tu, robisz zamieszanie i jeszcze żądasz mojej obecności - powiedział dobitnie Lider. No to już po nim. Pomyślałam odskakując jak oparzona od Usui'a. Ten zaś chamsko chwycił mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Zrobiłam się cała czerwona i próbowałam się od niego odsunąć. Cholera silny jest! Przebiegło mi przez głowę, gdy szarpałam się.
- Nie widzę problemu w tym, że chcę dołączyć do Akatsuki - powiedział chłopak, nadal trzymając mnie mocno. Pain zmrużył oczy
- Po pierwsze puść Marysię, a po drugie jeśli chcesz dołączyć do Akatsuki musisz być co najmniej zabójcą rangi S.
-Zamordowałem swoje wujostwo i niewinnego mężczyznę z zimną krwią to wystarczy? - zapytał puszczając mnie. Gdy usłyszałam jego słowa odskoczyłam od niego jakby trzymał w ręce nóż.
- Co zrobiłeś?! - zawołałam ze zgrozą. Spojrzał na mnie swoimi błękitnymi oczami.
- Wszystko, żeby zobaczyć cię znowu - zarumieniłam się patrząc mu w oczy kiedy przerwało mi chrząknięcie Wiki
- Bardzo śmieszne Usui. Na serio chcesz należeć do Akatsuki? - spytała, a on kiwnął głową. Lider zamyślił się na chwilę.
- W sumie przyda im się towarzystwo w ich wieku - odezwała się Konan, która nagle pojawiła się w pomieszczeniu. Pain westchnął
- No dobrze. Witaj w Akatsuki Usui. Masz jakieś rzeczy? - Chłopak pokręcił głową. Całe towarzystwo rozeszło się, a ja ocknęłam się i pobiegłam do Lidera
- Hola, hola Liderze! Gdzie on będzie mieszkał? - Pain starał się ukryć swój uśmiech - Nie - powiedziałam - Nie! Nie będzie mieszkał w naszym pokoju!!
- Cieszę się, że sama odpowiedziałaś na swoje pytanie - powiedział Lider odchodząc. Ukryłam twarz w dłoniach. Zapomniałam, że Pain umie czytać w myślach! Pewnie słyszał wszystkie moje wieczorne myśli i teraz zrobił to specjalnie!
- Nienawidzę cię! - wrzasnęłam do drzwi jego biura i poszłam obrażona do swojego pokoju. Zatrzymałam się z ręką na klamce. Przypomniałam sobie, że Usui jest w środku. Zdjęłam rękę z klamki i wyszłam na dach ( tak mamy tam dach). Usiadłam na krawędzi i zaczęłam rozmyślać o różnych rzeczach. Przypomniałam sobie dom, rodziców, brata, moją Karo. Wtedy dotarło do mnie z całą siłą, że nie jestem w domu, a Pain nie ma sił na nasz powrót do domu. Zaczęłam szlochać. Wtedy usłyszałam, że ktoś wchodzi na dach. Szczerze nie obchodziło mnie to wtedy. Poczułam ciepłe ramiona i wtuliłam się w nie szlochając.
- Nie płacz Mery...- Usui pocałował mnie we włosy. Otworzyłam szeroko oczy i zerwałam się na nogi
- Nie potrzebuję pocieszenia od...od..od zabójcy!! - wrzasnęłam i wbiegłam do środka zalewając się ciągle łzami. Zamknęłam się w kuchni mając nadzieję, że przynajmniej tu nikt nie będzie czegoś ode mnie chciał. Zmęczona przeżyciami dzisiejszego dnia zasnęłam na podłodze.
************
Narrator
************
Usui jeszcze chwilę siedział na dachu, a potem powoli wstał. Wrócił do kryjówki i zajrzał do jadalni, a potem do kuchni. Na widok śpiącej na podłodze Mery uśmiechnął się. Usiadł przy niej i zaczął gładzić ją po włosach. Tak siedział całą noc
*************
Rankiem
************
Konan obudziła się jako pierwsza i zeszła na dół zrobić śniadanie. Gdy otworzyła drzwi do kuchni jej oczom ukazał się dziwny widok. Marysia leżała na podłodze i spała, a obok niej siedział Usui i trzymał jej głowę na kolanach. Niebiesko-włosa uśmiechnęła się lekko, a chłopak odwzajemnił uśmiech pokazując jej żeby była cicho, by nie obudziła dziewczynki. Konan pokiwała głową na znak zrozumienia i wtedy zauważyła, że na szyi Marysi oprócz wisiorka Akatsuki był kieł. Dziewczyna od razu poczuła czym jest ten kieł więc cicho wyszła z kuchni i pobiegła do biura Paina. Otworzyła gwałtownie drzwi budząc przy tym Lidera.
-Liderze! Odkryłam coś ważnego!
- Co? - zapytał trochę zaspany Lider
- Marysia...Ona...Ona ma kieł Kuramy!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ta, wiem, że z tym kłem Kuramy to trochę naciągane, ale dobry pomysł, bo wszystko łączy się w logiczną całość. Pain zobaczył coś dziwnego w rzeczach Mery. Naruto przyciągała jakaś dziwna moc. W sumie nie jego tylko Kyubiego. Widzicie jaka ta wasza Autorka mądra? Poza tym nie mam nic lepszego do roboty o 23 tylko pisanie notek na bloga XD. Tak wg za niedługo jadę do Karkowa, więc będę miała lepszy net, a wiecie co to oznacza? Będą fotki!! I komunikat do Mrówy:
Ciągle myślę o tym, że pilny uczeń Usui'a ma inną :(
No to tyle z mojej strony, do zobaczenia w następnych notkach
Wasza Autorka
HinataKicałka
O mnie
czwartek, 4 sierpnia 2016
wtorek, 2 sierpnia 2016
Pierwsze Starcie z Konochą
...Tak Szczur to jest ta notka jeśli chcesz wiedzieć...Ta z mojego zeszytu...Nevermind...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
***********
Marysia
**********
Padłam na trawę zmęczona. Była dopiero 13, a ja już padałam ze zmęczenia. Tak, wiem po tygodniu tej mordowni powinnam była się przyzwyczaić...Ale to trudne wiecie?...Te treningi zaczęły się tydzień temu, tuż po naszej ucieczce. 11:00 - 14:00 mamy lekcje taijutsu (walki wręcz, kung-fu, judo, akido, czy jak tam chcecie sb to nazywać dop.aut.) potem mamy godzinny odpoczynek i 15:00 - 17:00 uczymy się rzucać kunai'ami. Czy po tygodniu zmagania się z tą mordownią czuję się silniejsza?
.......Nie.
A wiecie czemu? Bo to mordęga.
Wracając do opowieści.
Padłam na ziemię. Konan kucnęła obok mnie.
- Hej Mery wstawaj - w odpowiedzi jęknęłam. Konan nie zrażając się chwyciła mnie za ręce i uniosła do góry - Jeszcze godzinka i będziesz mogła odpocząć - spojrzałam na nią
- To sama wykminiłam - puściła moje ręce, a ja przeciągnęłam się - Tylko to jest okropnie męczące!
- Ale przyznaj, że dużo się dowiedziałaś Karaluch - wtrąciła się Wika
- Acha. Dowiedziałam się tylko jak bolą poszczególne ataki - mruknęłam. Szczur wyszczerzyła się do mnie.
- Dokładnie! Zwłaszcza, że połowę bólu zadałam ci ja! - zaśmiała się, a ja razem z nią - Dawaj Mery, jeszcze godzina i odpoczniesz!
- Ok...Ale masz mnie więcej nie bić jasne?! - ze śmiechem wróciłyśmy do ćwiczeń
***************
Podczas przerwy
***************
Westchnęłam z ulgą i upadłam na trawę. Szczur postawił mi nogę na brzuchu
- Tylko mi tu nie zaśnij Karaluch!
- Nie śpię ślepoku...- strzepnęłam nogę Wiki ze swojego brzucha i wstałam - Idę się przejść, idziesz ze mną? - Pukpuk pokręcił głową
- Nie idę coś zjeść. Jak wrócisz to będziemy oglądać Kaichou-wa Maid Sama?
- Jasne. ok ja idę - powiedziałam idąc w las - Acha, powiedz Liderowi, że wyszłam!
************
W lesie
************
Szłam sobie ścieżką i rozglądałam się dookoła. Zawsze lubiłam lasy. Jest w nich tak cicho i słychać przyrodę...Zaczęłam cicho nucić pewną piosenkę. Szłam tak sobie pewien kawałek i nie nie zgubiłam się, bo raz w ramach treningu Pain pokazał nam okolicę. Stanęłam gwałtownie. Coś poczułam...I to chyba nic dobrego...
********
Naruto
********
Gwałtownie stanąłem. Coś poczułem. Jakąś moc, która przyciągała Kuramę. ( XD Nagle przypomniał mi się Kurama piosenkarz. Szczur wie o co chodzi XDD dop.aut.)
- Naruto? Wszystko ok? - zapytała Sakura także stając
- Coś poczułem...Coś dziwnego...
-Hm..- Kakashi zamyślił się - Co masz na myśli?
- Coś przyciąga do siebie Kyubiego sensei.
- Może lepiej to omińmy...- powiedziała Sakura
- Ja myślę, że powinniśmy to sprawdzić - odezwał się Sasuke, a Kakashi sensei kiwnął głową
- Zgadzam się z Sasuke, powinniśmy to sprawdzić - powiedział Jonin - A co ty sądzisz Naruto?
- Może lepiej będzie jak to sprawdzimy - powiedziałem po namyśle i skoczyłem na drzewo - W tę stronę.
***********
Marysia
***********
Chyba lepiej będzie jak oddalę się od tego czegoś. Odwróciłam się i najpierw powoli, a potem szybciej zaczęłam uciekać w przeciwną stronę. Nie wiedziałam, że właśnie popełniłam jeden z największych błędów w życiu. ( zaczęłam uciekać w przeciwną stronę zamiast prosto do kryjówki)
Biegłam, ale to coś zbliżało się nieuchronnie. Cała zmachana dobiegłam do jeziora. Pamiętałam o czym mówił mi Pain "Widzisz to jezioro? Nie wchodź do niego. Dużo osób chodziło po nim za pomocą chakry i nie jestem pewny co może ci się stać, więc na wszelki wypadek nie testuj tego ok?" Stanęłam koło mola i poczułam, że "coś" się zbliża. Obróciłam się i moim oczom ukazała się drużyna 7. Na czele biegł Naruto, za nim Kakashi i Sasuke, a Sakura na końcu. Zatrzymali się w odległości ok. 3 metrów ode mnie. Przebiegłam wzrokiem po nich i po okolicy. Gdyby udałoby mi się ich wyminąć uciekłabym. Czemu nie chcę się z nimi spotkać? Proste. Miałam na szyi naszyjnik z czerwoną chmurą, znakiem Akatsuki. Szybko schowałam go pod bluzkę tak, że na widoku został tylko wisiorek z kłem. Wzięłam głęboki oddech i zapytałam
- Kim jesteście i czego ode mnie chcecie? - Kakashi szepnął coś ze zdumieniem do Naruto, a ten potwierdził ruchem głowy nie spuszczając wzroku z mojego naszyjnika (tego z kłem). Sakura zachichotała cicho
- Naruto jesteś pewien, że to jest ta cała "moc" ? Przecież to zwykła dziewczynka. Ona nie posiada nawet chakry! - Naruto nie odpowiedział, a Sasuke zmrużył oczy
- Schowałaś coś pod bluzką. Co to było?
- Na pewno nic co by mogło cię zainteresować - odparłam ściskając wisiorek z kłem. Milczał, ale przyglądał mi się z uwagą. Zwróciłam wzrok na Kakashiego - Moglibyście dać mi przejść? Moja przyjaciółka na mnie czeka - Jonin przez chwilę nic nie mówił, a potem powiedział
- Oczywiście, trafisz sama? - Naruto spojrzał na niego zdziwiony
- Co? Sensei żartujesz sobie? Nie możemy jej tak puścić!
- Naruto nie widzisz, że to zwykłe dziecko? Zostaw ją w spokoju i wracajmy.- gdy przechodziłam obok niego podstawił mi nogę przez co mój wisiorek z chmurą wysunął się spod bluzki. Zauważył go i jego oko (nwm czy wypada napisać oczy XD dop. aut.) rozszerzyło się ze zdziwienia. Upadłam na twarz. Szybko podniosłam się i zaczęłam biec, ale Sasuke zagrodził mi drogę. Kakashi, Sakura i Naruto odcięli mi inne drogi ucieczki. Byłam osaczona. Powoli zaczęłam się cofać i rozglądać za jakąś sposobnością wyrwania się z tej jakże niewygodnej sytuacji.
- Nie wiedziałem, że Akatsuki rekrutuje tak młode osoby...W dodatku bez chakry - powiedział Sasuke
-Oh zamknij się Sasuke - powiedziałam - Co macie zamiar ze mną zrobić? Zabić? Przesłuchać? - ciągle cofałam się aż doszłam do krawędzi mola - Torturować? Szczerze nie macie dowodu, że przynależę do Akatsuki. Taką przywieszkę może nosić każdy - Kakashi zbliżył się do mnie i głos lekko mi zadrżał - Ch-chyba jak nie macie dowodów nie możecie mnie aresztować - był metr ode mnie - N- nie podchodź! - wrzasnęłam przestraszona. I uwaga nadchodzi czas na drugi z moich największych błędów w życiu. Odwróciłam się i wskoczyłam do wody. Głupota nie? Nie wiem nawet co sobie myślałam, ale byłam przestraszona. Pod wodą połknęłam jej trochę. Kolejny błąd na Liście Największych Błędów Życiowych Marii Wnuk. Zaczęłam płynąć. Bałam się wynurzyć ale brakowało mi powietrza. Wybitnym pływakiem to ja nie jestem, więc wnioskuję, że przepłynęłam co najwyżej parę metrów zanim z braku powietrza zemdlałam.
******************************
Jeden brak przytomności później
******************************
Ok stwierdzenie nr 1. Jestem w łóżku
2. Jestem o dziwo sucha
3. Ktoś się nade mną pochyla
Otworzyłam oczy i zobaczyłam różowe włosy Sakury. Uśmiechnęła się i wyprostowała. Usiadłam na łóżku. Biało, biało jak w szpitalu. ... Zaraz. Ja jestem w szpitalu. -.- Sakura podała mi moje okulary nadal nic nie mówiąc. Chciałam powiedzieć ''dzięki" ale nie mogłam. Ruszałam ustami, ale nie wydobywał się z nich dźwięk. Dziewczyna zmarszczyła brwi
- Nie możesz mówić? - pokiwałam głową - ...Chyba wiem co zrobić ale to trochę potrwa - powiedziała odchodząc od mojego łóżka. W drzwiach stanął Kakashi.
- O, widzę, że obudziłaś się - podszedł do mojego łóżka i oparł się dłońmi i oparcie - Jak się nazywasz?
- Sensei ona nie może mówić - odezwała się Sakura podając mi kartkę i długopis - Jeśli będziesz chciała coś powiedzieć po prostu to napisz ok?- kiwnęłam głową i napisałam
- ''Jestem Marysia" - Kakashi skinął głową
- Dobrze Marysiu. Odpowiedz mi na jedno pytanie: Pracujesz dla Akatsuki? - zawachałam się. Z jednej strony nie pracowałam dosłownie dla Akatsuki. Z drugiej strony bałam się skłamać i bałam się co mogliby mi zrobić, gdybym powiedziała prawdę. Kakashi przypatrywał mi się intensywnie.
- "Mój wisiorek skłonił cię do zadania tego pytania?" - westchnął.
- Widzę, że grasz na zwłokę - zamarłam -Zastygłaś, bo nie spodziewałaś się, że znam prawdę. Sakura, mogłabyś wyjść na chwilę? - Dziewczyna kiwnęła głową i zniknęła za drzwiami - Wiem, że pracujesz dla Akatsuki. Jeszcze nie zrozumiałem dlaczego, ale to nie pozostanie długo tajemnicą. Wiem także, że grasz na zwłokę, ponieważ nie wiesz co możemy ci zrobić. Słowem boisz się skłamać, ale także boisz się powiedzieć prawdę - Zachichotałam cicho ( a przynajmniej starałam się)
- "Widzę, że mnie przejrzałeś. I co teraz? Zabijesz mnie? Wydasz strażom? Będziesz torturował? Nie jesteś taki i ja o tym wiem. Masz serce. Nie chcesz zabić kolejnej małej dziewczynki prawda?" - Teraz to on zastygł, a ja uśmiechnęłam się pod nosem - " Pod niektórymi względami jestem do niej podobna prawda? Brązowe włosy, takie same oczy..."
- Nie jesteś do niej podobna w żadnym względzie - powiedział chłodno Kakashi
-"...Twoja decyzja" - byłam śmiertelnie zmęczona, więc nie zważając na Kaszalota odłożyłam kartki, długopis i okulary i zasnęłam
****************
Następnego dnia
****************
Obudziłam się i zobaczyłam, że na krześle obok mojego łóżka siedzi czarnowłosy chłopak z aparatem. Od razu poderwałam się do pozycji siedzącej.
- "Co ty tu robisz i kim jesteś?!" - Chłopak spojrzał na mnie zdziwiony
- Jestem Usui. Usui Yamato. A ty?
- ''Co cię to obchodzi zboczeńcu z aparatem?! Co ty tu wg robisz?!"
- Wyglądasz tak słodko kiedy śpisz, że musiałem zrobić ci zdjęcia ( Szczur i Mrówa chyba złapią aluzję o młodszej siostrze, pamiętacie? XDD dop.aut.). Zarumieniłam się lekko i wstałam.
- "Wynocha! Zboczony kosmito!" - Usui uśmiechnął się. Pociągnęłam go za rękę, ale, że dopiero co wstałam po tak długim odpoczynku zachwiałam się i upadłam. Przygotowałam się na spotkanie z ziemią, gdy poczułam, że ktoś mnie łapie i przytula. ( X3 dop.aut.) Zarumieniłam się całkiem i odepchnęłam go od siebie.Spuszczając głowę wyrzuciłam go z pokoju i oparłam się o drzwi wzdychając. Zboczony kosmita. Pomyślałam potrząsając głową i wróciłam do łóżka.
************************
Tymczasem u Szczura
************************
Wpadłam jak burza do biura Paina i uderzyłam dłońmi o blat biurka.
- Jakieś wieści o Mery? - spojrzał na mnie znad kartek
- Konan i Deidara starali się ją znaleść, ale zniknęła bez śladu - wtedy drzwi biura otworzyły się ponownie i stanął w nich Deidara
- Liderze znaleźliśmy jej trop!
*************
Chwilę później
*************
Deidara stanął na skraju lasu i pokazał nam ślady Mery.
- Szła tą ścieżką, a potem ni z tąd ni z owąd zaczęła biec przez busz. Kolejne ślady znaleźliśmy nad jeziorem. Zauważyliśmy, że ktoś ja otoczył. Były to cztery osoby. 3 mężczyzn i jedna kobieta, bo miała buty na obcasie. Otoczyli ją na molu, a potem zanieśli gdzieś - mówił Deidara prowadząc ich nad jezioro - Konan właśnie bada dokąd prowadzą te ślady i powinna tu być za chwilę - spojrzałam w niebo
- Chyba już jest! - pokazałam ręką nurkujący w naszą stronę punkt. Dziewczyna wylądowała obok nas - Jakie masz wieści Konan? - zapytałam z przejęciem
- Ślady prowadzą do bramy Konochy, dalej nie odważyłam się lecieć.
- Konocha! - zawołałam - Nie spodziewałam się tego. Czemu ją porwali?
- Nie wiem - odpowiedział Pain
- Za to ja wiem kto pójdzie ją uratować - powiedziałam. Wzrok wszystkich obecnych spoczął na mnie - Wy macie płaszcze Akatsuki, a ja tylko ten mały wisiorek. Poza tym wasze twarze znają, a mojej nie.
- Ale Wika, jeśli zorientują się, że należysz do Akatsuki.. -zaczął Deidara ale przerwałam mu
- Jeśli mnie złapią.Poza tym tu chodzi o ratunek Mery Do jasnej cholery! ( zrymowało mi się XD dop. aut.) Pain kiwnął głową
- Myślę, że to dobry pomysł ( mam deja vu, a wy? już w tym rozdziale ktoś coś mówił i jego mentor się z tym zgadzał O.o dop. aut.)
- Zgadzam się z Liderem - powiedziała cicho Konan
- No to wracajmy i jak najszybciej przygotujmy mnie na tę wyprawę!
*****************************
Tymczasem Mery już się obudziła
****************************
Leżałam na łóżku i gapiłam się bezmyślnie w sufit, aż nie przeszkodził mi dźwięk otwieranych drzwi. To była jedna z pielęgniarek. Usiadłam i spojrzałam na nią pytająco.
- Przepraszam za Usui'a. To mój siostrzeniec i czasem przyprowadzam go do pracy...
- " Nic nie szkodzi, tylko mnie trochę wkurzył nic więcej" - Uśmiechnęłam się do niej. Ta jeszcze raz przeprosiła i wyszła. Wstałam i podeszłam do okna. Zauważyłam, że moi porywacze wchodzą do budynku. Świetnie. Położyłam się na łóżku i zaczęłam rozmyślać o Usui'u. Zarumieniłam się na wspomnienie mojego upadku. Czemu ja wg myślę o tym zboczonym kosmicie? Nie wiem. Usłyszałam otwierające się drzwi i pokój wypełnił zapach truskawek. Usiadłam na łóżku, zauważając, że Sakura trzyma w rękach małą miseczkę, która wydzielała ten zapach.
- Witaj Marysiu - podała mi miseczkę. Spojrzałam na nią podejrzliwie - To lekarstwo - przytknęła mi miskę do ust i wypiłam łyk. Trzeci błąd na naszej LNŻBMW. Pachniało truskwakami, ale samkowało jak tran z żołądku rekina. Próbowałam to wypluć ale Sakura zatkała mi usta ręką. Zaczęłam się szarpać, ale w końcu to połknęłam. Dziewczyna zdjęła rękę z moich ust, a ja wyplułam resztki lekarstwa.
- Ble! Ochyda! - zorientowałam się, że mogę mówić - Co chcecie mi teraz zrobić? - Kakashi nawer nie uraczył mnie odpowiedzią tylko chwycił mnie za rękę i postawił na nogi. Wyszliśmy z pokoju i doszliśmy do wyjścia . Kaszalot wypisał mnie w recepcji, a ja zauważyłam Usui'a. Posłałam mu wystraszone spojrzenie. Gdy już Kakashi skończył wypełniać formalności chwycił mnie mocno za rękę i wyprowadził z budynku.
- Gdzie mnie zabieracie?! - zawołałam przestraszona,a w odpowiedzi Jonin zacisnął rękę mocnije na moim nadgarstku. Doszliśmy do jakiegoś domu i wtedy puścił mnie na chwilę. To była moja szansa. Miałam się wkrótce przekonać, że innej nie miałam. Nagle puściłam się biegiem i odepchnęłam Sakurę na bok. Biegłam i już widziałam bramę, jednak pościg był coraz bliżej. Przebiegłam przez bramę, gdy nagle Kaszalot teleportował się tuż obok mnie i podłożył mi nogę. Zaliczyłam bliskie spotkanie z glebą. Przeturlałam się jeszcze kilka razy, ale wstałam i próbowałam biec dalej. Potknęłam się o jakiś korzeń i znowu się wywaliłam. Wstałam chwiejąc się. Poczułam, że Kakashi jest tuz za mną i chwyta mnie za bluzkę. Zaczęłam szlochać. Tak blisko wolności, a jednak tak daleko! Osunęłam się na kolana, a Kaszalot puścił mnie.
-Dlaczego?! - zawołałam płacząc i obróciłam się żeby spojrzeć mu w oczy. Za późno zorientowałam się, że odsłonił sharingan. Zasnęłam.
**********************
...Nwm co napisać później
**********************
Obudziłam się przywiązana rękami do słupa, o którego opierałam się plecami. Byłam też do niego przywiązana sznurem na brzuchu. Zaczęłam się szarpać, gdy usłyszałam głos
- To nic nie da - zdmuchnęłam włosy z twarzy
- Chcecie mnie torturować? - zapadła cisza
- Tak. Sasuke! Zajmij się nią. - usłyszałam głos zamykanych drzwi. Rozszerzyłam oczy ze strachu. Zostawili mnie sam na sam z Sasuke...? Spuściłam głowę i zaczęłam szlochać. Starałam się jej nie podnosić, ale z czasem miałam chęć się poddać. Chciałam po prostu wrócić do domu...Zaczęłam powoli podnosić głowę, gdy usłyszałam huk i wszystko przesłonił biały pył. Ku swojemu zdziwieniu zobaczyłam Wikę stojącą przede mną, a obok niej stał Usui.
-Wika? - spytałam zdziwiona
- Nie kurna Święty Mikołaj - odparła sarkastycznie - Nie ma czasu na gadanie. Usui idź jej pomóż, ja się zajmę naszym Czarnuszkiem - powiedziała odwracając się. Gapiłam się na nią zdumiona. Usui kucnął przy mnie i zaczął przecinać moje sznury.
- Dzięki..Usui..- Powiedziałam cicho lekko czerwona. Wstałam i rozciągnęłam się. Zauważyłam, że Sasuke leży bez przytomności na ziemi. Szczur podbiegł do mnie
- Mery szybko uciekamy, zanim odzyska przytomność - usłyszałam głosy zza drzwi i przytaknęłam
- No lepiej się stąd zmywajmy - powiedziałam chwytając Pukpuka za rękę ta powiedziała
- Usui prowadź! - Biegłyśmy za chłopakiem tajnymi uliczkami aż w końcu znaleźliśmy się przy bramie.
- Dzięki Usui - powiedziałam - Gdyby nie ty nie wiem co by mi zrobili. Nie lubię być dłużna, więc co chciałbyś w zamian? - Szczur chrząknął znacząco, ale ja ja olałam patrząc na Usui'a. Ten zamyślił się na chwilę.
- Wiesz co Usui? Może spotkamy się potem i to omówimy. Co powiesz na to duże jezioro w środku lasu? - wtrąciła się Wika. On skinął głową i poszedł sobie. Spojrzałam na Pukpuka
- Szczur idziemy do domu nie?
- Idziemy do domu - przytaknęła Wika
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kolejna dawka moich wypocin na blogu, który czytają tylko moje przyjaciółki ;-;, ale cieszę się, że ze mną są. Tak specjalnie za pomocą telefonowego głosowania udało mi się wymyśleć Usui'ego. X3 Dzięki Chomikowi i Mrówie i pozdrawiam Arka ( Chomik wie o kogo chodzi) wasza Autorka Hinatakicałka
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
***********
Marysia
**********
Padłam na trawę zmęczona. Była dopiero 13, a ja już padałam ze zmęczenia. Tak, wiem po tygodniu tej mordowni powinnam była się przyzwyczaić...Ale to trudne wiecie?...Te treningi zaczęły się tydzień temu, tuż po naszej ucieczce. 11:00 - 14:00 mamy lekcje taijutsu (walki wręcz, kung-fu, judo, akido, czy jak tam chcecie sb to nazywać dop.aut.) potem mamy godzinny odpoczynek i 15:00 - 17:00 uczymy się rzucać kunai'ami. Czy po tygodniu zmagania się z tą mordownią czuję się silniejsza?
.......Nie.
A wiecie czemu? Bo to mordęga.
Wracając do opowieści.
Padłam na ziemię. Konan kucnęła obok mnie.
- Hej Mery wstawaj - w odpowiedzi jęknęłam. Konan nie zrażając się chwyciła mnie za ręce i uniosła do góry - Jeszcze godzinka i będziesz mogła odpocząć - spojrzałam na nią
- To sama wykminiłam - puściła moje ręce, a ja przeciągnęłam się - Tylko to jest okropnie męczące!
- Ale przyznaj, że dużo się dowiedziałaś Karaluch - wtrąciła się Wika
- Acha. Dowiedziałam się tylko jak bolą poszczególne ataki - mruknęłam. Szczur wyszczerzyła się do mnie.
- Dokładnie! Zwłaszcza, że połowę bólu zadałam ci ja! - zaśmiała się, a ja razem z nią - Dawaj Mery, jeszcze godzina i odpoczniesz!
- Ok...Ale masz mnie więcej nie bić jasne?! - ze śmiechem wróciłyśmy do ćwiczeń
***************
Podczas przerwy
***************
Westchnęłam z ulgą i upadłam na trawę. Szczur postawił mi nogę na brzuchu
- Tylko mi tu nie zaśnij Karaluch!
- Nie śpię ślepoku...- strzepnęłam nogę Wiki ze swojego brzucha i wstałam - Idę się przejść, idziesz ze mną? - Pukpuk pokręcił głową
- Nie idę coś zjeść. Jak wrócisz to będziemy oglądać Kaichou-wa Maid Sama?
- Jasne. ok ja idę - powiedziałam idąc w las - Acha, powiedz Liderowi, że wyszłam!
************
W lesie
************
Szłam sobie ścieżką i rozglądałam się dookoła. Zawsze lubiłam lasy. Jest w nich tak cicho i słychać przyrodę...Zaczęłam cicho nucić pewną piosenkę. Szłam tak sobie pewien kawałek i nie nie zgubiłam się, bo raz w ramach treningu Pain pokazał nam okolicę. Stanęłam gwałtownie. Coś poczułam...I to chyba nic dobrego...
********
Naruto
********
Gwałtownie stanąłem. Coś poczułem. Jakąś moc, która przyciągała Kuramę. ( XD Nagle przypomniał mi się Kurama piosenkarz. Szczur wie o co chodzi XDD dop.aut.)
- Naruto? Wszystko ok? - zapytała Sakura także stając
- Coś poczułem...Coś dziwnego...
-Hm..- Kakashi zamyślił się - Co masz na myśli?
- Coś przyciąga do siebie Kyubiego sensei.
- Może lepiej to omińmy...- powiedziała Sakura
- Ja myślę, że powinniśmy to sprawdzić - odezwał się Sasuke, a Kakashi sensei kiwnął głową
- Zgadzam się z Sasuke, powinniśmy to sprawdzić - powiedział Jonin - A co ty sądzisz Naruto?
- Może lepiej będzie jak to sprawdzimy - powiedziałem po namyśle i skoczyłem na drzewo - W tę stronę.
***********
Marysia
***********
Chyba lepiej będzie jak oddalę się od tego czegoś. Odwróciłam się i najpierw powoli, a potem szybciej zaczęłam uciekać w przeciwną stronę. Nie wiedziałam, że właśnie popełniłam jeden z największych błędów w życiu. ( zaczęłam uciekać w przeciwną stronę zamiast prosto do kryjówki)
Biegłam, ale to coś zbliżało się nieuchronnie. Cała zmachana dobiegłam do jeziora. Pamiętałam o czym mówił mi Pain "Widzisz to jezioro? Nie wchodź do niego. Dużo osób chodziło po nim za pomocą chakry i nie jestem pewny co może ci się stać, więc na wszelki wypadek nie testuj tego ok?" Stanęłam koło mola i poczułam, że "coś" się zbliża. Obróciłam się i moim oczom ukazała się drużyna 7. Na czele biegł Naruto, za nim Kakashi i Sasuke, a Sakura na końcu. Zatrzymali się w odległości ok. 3 metrów ode mnie. Przebiegłam wzrokiem po nich i po okolicy. Gdyby udałoby mi się ich wyminąć uciekłabym. Czemu nie chcę się z nimi spotkać? Proste. Miałam na szyi naszyjnik z czerwoną chmurą, znakiem Akatsuki. Szybko schowałam go pod bluzkę tak, że na widoku został tylko wisiorek z kłem. Wzięłam głęboki oddech i zapytałam
- Kim jesteście i czego ode mnie chcecie? - Kakashi szepnął coś ze zdumieniem do Naruto, a ten potwierdził ruchem głowy nie spuszczając wzroku z mojego naszyjnika (tego z kłem). Sakura zachichotała cicho
- Naruto jesteś pewien, że to jest ta cała "moc" ? Przecież to zwykła dziewczynka. Ona nie posiada nawet chakry! - Naruto nie odpowiedział, a Sasuke zmrużył oczy
- Schowałaś coś pod bluzką. Co to było?
- Na pewno nic co by mogło cię zainteresować - odparłam ściskając wisiorek z kłem. Milczał, ale przyglądał mi się z uwagą. Zwróciłam wzrok na Kakashiego - Moglibyście dać mi przejść? Moja przyjaciółka na mnie czeka - Jonin przez chwilę nic nie mówił, a potem powiedział
- Oczywiście, trafisz sama? - Naruto spojrzał na niego zdziwiony
- Co? Sensei żartujesz sobie? Nie możemy jej tak puścić!
- Naruto nie widzisz, że to zwykłe dziecko? Zostaw ją w spokoju i wracajmy.- gdy przechodziłam obok niego podstawił mi nogę przez co mój wisiorek z chmurą wysunął się spod bluzki. Zauważył go i jego oko (nwm czy wypada napisać oczy XD dop. aut.) rozszerzyło się ze zdziwienia. Upadłam na twarz. Szybko podniosłam się i zaczęłam biec, ale Sasuke zagrodził mi drogę. Kakashi, Sakura i Naruto odcięli mi inne drogi ucieczki. Byłam osaczona. Powoli zaczęłam się cofać i rozglądać za jakąś sposobnością wyrwania się z tej jakże niewygodnej sytuacji.
- Nie wiedziałem, że Akatsuki rekrutuje tak młode osoby...W dodatku bez chakry - powiedział Sasuke
-Oh zamknij się Sasuke - powiedziałam - Co macie zamiar ze mną zrobić? Zabić? Przesłuchać? - ciągle cofałam się aż doszłam do krawędzi mola - Torturować? Szczerze nie macie dowodu, że przynależę do Akatsuki. Taką przywieszkę może nosić każdy - Kakashi zbliżył się do mnie i głos lekko mi zadrżał - Ch-chyba jak nie macie dowodów nie możecie mnie aresztować - był metr ode mnie - N- nie podchodź! - wrzasnęłam przestraszona. I uwaga nadchodzi czas na drugi z moich największych błędów w życiu. Odwróciłam się i wskoczyłam do wody. Głupota nie? Nie wiem nawet co sobie myślałam, ale byłam przestraszona. Pod wodą połknęłam jej trochę. Kolejny błąd na Liście Największych Błędów Życiowych Marii Wnuk. Zaczęłam płynąć. Bałam się wynurzyć ale brakowało mi powietrza. Wybitnym pływakiem to ja nie jestem, więc wnioskuję, że przepłynęłam co najwyżej parę metrów zanim z braku powietrza zemdlałam.
******************************
Jeden brak przytomności później
******************************
Ok stwierdzenie nr 1. Jestem w łóżku
2. Jestem o dziwo sucha
3. Ktoś się nade mną pochyla
Otworzyłam oczy i zobaczyłam różowe włosy Sakury. Uśmiechnęła się i wyprostowała. Usiadłam na łóżku. Biało, biało jak w szpitalu. ... Zaraz. Ja jestem w szpitalu. -.- Sakura podała mi moje okulary nadal nic nie mówiąc. Chciałam powiedzieć ''dzięki" ale nie mogłam. Ruszałam ustami, ale nie wydobywał się z nich dźwięk. Dziewczyna zmarszczyła brwi
- Nie możesz mówić? - pokiwałam głową - ...Chyba wiem co zrobić ale to trochę potrwa - powiedziała odchodząc od mojego łóżka. W drzwiach stanął Kakashi.
- O, widzę, że obudziłaś się - podszedł do mojego łóżka i oparł się dłońmi i oparcie - Jak się nazywasz?
- Sensei ona nie może mówić - odezwała się Sakura podając mi kartkę i długopis - Jeśli będziesz chciała coś powiedzieć po prostu to napisz ok?- kiwnęłam głową i napisałam
- ''Jestem Marysia" - Kakashi skinął głową
- Dobrze Marysiu. Odpowiedz mi na jedno pytanie: Pracujesz dla Akatsuki? - zawachałam się. Z jednej strony nie pracowałam dosłownie dla Akatsuki. Z drugiej strony bałam się skłamać i bałam się co mogliby mi zrobić, gdybym powiedziała prawdę. Kakashi przypatrywał mi się intensywnie.
- "Mój wisiorek skłonił cię do zadania tego pytania?" - westchnął.
- Widzę, że grasz na zwłokę - zamarłam -Zastygłaś, bo nie spodziewałaś się, że znam prawdę. Sakura, mogłabyś wyjść na chwilę? - Dziewczyna kiwnęła głową i zniknęła za drzwiami - Wiem, że pracujesz dla Akatsuki. Jeszcze nie zrozumiałem dlaczego, ale to nie pozostanie długo tajemnicą. Wiem także, że grasz na zwłokę, ponieważ nie wiesz co możemy ci zrobić. Słowem boisz się skłamać, ale także boisz się powiedzieć prawdę - Zachichotałam cicho ( a przynajmniej starałam się)
- "Widzę, że mnie przejrzałeś. I co teraz? Zabijesz mnie? Wydasz strażom? Będziesz torturował? Nie jesteś taki i ja o tym wiem. Masz serce. Nie chcesz zabić kolejnej małej dziewczynki prawda?" - Teraz to on zastygł, a ja uśmiechnęłam się pod nosem - " Pod niektórymi względami jestem do niej podobna prawda? Brązowe włosy, takie same oczy..."
- Nie jesteś do niej podobna w żadnym względzie - powiedział chłodno Kakashi
-"...Twoja decyzja" - byłam śmiertelnie zmęczona, więc nie zważając na Kaszalota odłożyłam kartki, długopis i okulary i zasnęłam
****************
Następnego dnia
****************
Obudziłam się i zobaczyłam, że na krześle obok mojego łóżka siedzi czarnowłosy chłopak z aparatem. Od razu poderwałam się do pozycji siedzącej.
- "Co ty tu robisz i kim jesteś?!" - Chłopak spojrzał na mnie zdziwiony
- Jestem Usui. Usui Yamato. A ty?
- ''Co cię to obchodzi zboczeńcu z aparatem?! Co ty tu wg robisz?!"
- Wyglądasz tak słodko kiedy śpisz, że musiałem zrobić ci zdjęcia ( Szczur i Mrówa chyba złapią aluzję o młodszej siostrze, pamiętacie? XDD dop.aut.). Zarumieniłam się lekko i wstałam.
- "Wynocha! Zboczony kosmito!" - Usui uśmiechnął się. Pociągnęłam go za rękę, ale, że dopiero co wstałam po tak długim odpoczynku zachwiałam się i upadłam. Przygotowałam się na spotkanie z ziemią, gdy poczułam, że ktoś mnie łapie i przytula. ( X3 dop.aut.) Zarumieniłam się całkiem i odepchnęłam go od siebie.Spuszczając głowę wyrzuciłam go z pokoju i oparłam się o drzwi wzdychając. Zboczony kosmita. Pomyślałam potrząsając głową i wróciłam do łóżka.
************************
Tymczasem u Szczura
************************
Wpadłam jak burza do biura Paina i uderzyłam dłońmi o blat biurka.
- Jakieś wieści o Mery? - spojrzał na mnie znad kartek
- Konan i Deidara starali się ją znaleść, ale zniknęła bez śladu - wtedy drzwi biura otworzyły się ponownie i stanął w nich Deidara
- Liderze znaleźliśmy jej trop!
*************
Chwilę później
*************
Deidara stanął na skraju lasu i pokazał nam ślady Mery.
- Szła tą ścieżką, a potem ni z tąd ni z owąd zaczęła biec przez busz. Kolejne ślady znaleźliśmy nad jeziorem. Zauważyliśmy, że ktoś ja otoczył. Były to cztery osoby. 3 mężczyzn i jedna kobieta, bo miała buty na obcasie. Otoczyli ją na molu, a potem zanieśli gdzieś - mówił Deidara prowadząc ich nad jezioro - Konan właśnie bada dokąd prowadzą te ślady i powinna tu być za chwilę - spojrzałam w niebo
- Chyba już jest! - pokazałam ręką nurkujący w naszą stronę punkt. Dziewczyna wylądowała obok nas - Jakie masz wieści Konan? - zapytałam z przejęciem
- Ślady prowadzą do bramy Konochy, dalej nie odważyłam się lecieć.
- Konocha! - zawołałam - Nie spodziewałam się tego. Czemu ją porwali?
- Nie wiem - odpowiedział Pain
- Za to ja wiem kto pójdzie ją uratować - powiedziałam. Wzrok wszystkich obecnych spoczął na mnie - Wy macie płaszcze Akatsuki, a ja tylko ten mały wisiorek. Poza tym wasze twarze znają, a mojej nie.
- Ale Wika, jeśli zorientują się, że należysz do Akatsuki.. -zaczął Deidara ale przerwałam mu
- Jeśli mnie złapią.Poza tym tu chodzi o ratunek Mery Do jasnej cholery! ( zrymowało mi się XD dop. aut.) Pain kiwnął głową
- Myślę, że to dobry pomysł ( mam deja vu, a wy? już w tym rozdziale ktoś coś mówił i jego mentor się z tym zgadzał O.o dop. aut.)
- Zgadzam się z Liderem - powiedziała cicho Konan
- No to wracajmy i jak najszybciej przygotujmy mnie na tę wyprawę!
*****************************
Tymczasem Mery już się obudziła
****************************
Leżałam na łóżku i gapiłam się bezmyślnie w sufit, aż nie przeszkodził mi dźwięk otwieranych drzwi. To była jedna z pielęgniarek. Usiadłam i spojrzałam na nią pytająco.
- Przepraszam za Usui'a. To mój siostrzeniec i czasem przyprowadzam go do pracy...
- " Nic nie szkodzi, tylko mnie trochę wkurzył nic więcej" - Uśmiechnęłam się do niej. Ta jeszcze raz przeprosiła i wyszła. Wstałam i podeszłam do okna. Zauważyłam, że moi porywacze wchodzą do budynku. Świetnie. Położyłam się na łóżku i zaczęłam rozmyślać o Usui'u. Zarumieniłam się na wspomnienie mojego upadku. Czemu ja wg myślę o tym zboczonym kosmicie? Nie wiem. Usłyszałam otwierające się drzwi i pokój wypełnił zapach truskawek. Usiadłam na łóżku, zauważając, że Sakura trzyma w rękach małą miseczkę, która wydzielała ten zapach.
- Witaj Marysiu - podała mi miseczkę. Spojrzałam na nią podejrzliwie - To lekarstwo - przytknęła mi miskę do ust i wypiłam łyk. Trzeci błąd na naszej LNŻBMW. Pachniało truskwakami, ale samkowało jak tran z żołądku rekina. Próbowałam to wypluć ale Sakura zatkała mi usta ręką. Zaczęłam się szarpać, ale w końcu to połknęłam. Dziewczyna zdjęła rękę z moich ust, a ja wyplułam resztki lekarstwa.
- Ble! Ochyda! - zorientowałam się, że mogę mówić - Co chcecie mi teraz zrobić? - Kakashi nawer nie uraczył mnie odpowiedzią tylko chwycił mnie za rękę i postawił na nogi. Wyszliśmy z pokoju i doszliśmy do wyjścia . Kaszalot wypisał mnie w recepcji, a ja zauważyłam Usui'a. Posłałam mu wystraszone spojrzenie. Gdy już Kakashi skończył wypełniać formalności chwycił mnie mocno za rękę i wyprowadził z budynku.
- Gdzie mnie zabieracie?! - zawołałam przestraszona,a w odpowiedzi Jonin zacisnął rękę mocnije na moim nadgarstku. Doszliśmy do jakiegoś domu i wtedy puścił mnie na chwilę. To była moja szansa. Miałam się wkrótce przekonać, że innej nie miałam. Nagle puściłam się biegiem i odepchnęłam Sakurę na bok. Biegłam i już widziałam bramę, jednak pościg był coraz bliżej. Przebiegłam przez bramę, gdy nagle Kaszalot teleportował się tuż obok mnie i podłożył mi nogę. Zaliczyłam bliskie spotkanie z glebą. Przeturlałam się jeszcze kilka razy, ale wstałam i próbowałam biec dalej. Potknęłam się o jakiś korzeń i znowu się wywaliłam. Wstałam chwiejąc się. Poczułam, że Kakashi jest tuz za mną i chwyta mnie za bluzkę. Zaczęłam szlochać. Tak blisko wolności, a jednak tak daleko! Osunęłam się na kolana, a Kaszalot puścił mnie.
-Dlaczego?! - zawołałam płacząc i obróciłam się żeby spojrzeć mu w oczy. Za późno zorientowałam się, że odsłonił sharingan. Zasnęłam.
**********************
...Nwm co napisać później
**********************
Obudziłam się przywiązana rękami do słupa, o którego opierałam się plecami. Byłam też do niego przywiązana sznurem na brzuchu. Zaczęłam się szarpać, gdy usłyszałam głos
- To nic nie da - zdmuchnęłam włosy z twarzy
- Chcecie mnie torturować? - zapadła cisza
- Tak. Sasuke! Zajmij się nią. - usłyszałam głos zamykanych drzwi. Rozszerzyłam oczy ze strachu. Zostawili mnie sam na sam z Sasuke...? Spuściłam głowę i zaczęłam szlochać. Starałam się jej nie podnosić, ale z czasem miałam chęć się poddać. Chciałam po prostu wrócić do domu...Zaczęłam powoli podnosić głowę, gdy usłyszałam huk i wszystko przesłonił biały pył. Ku swojemu zdziwieniu zobaczyłam Wikę stojącą przede mną, a obok niej stał Usui.
-Wika? - spytałam zdziwiona
- Nie kurna Święty Mikołaj - odparła sarkastycznie - Nie ma czasu na gadanie. Usui idź jej pomóż, ja się zajmę naszym Czarnuszkiem - powiedziała odwracając się. Gapiłam się na nią zdumiona. Usui kucnął przy mnie i zaczął przecinać moje sznury.
- Dzięki..Usui..- Powiedziałam cicho lekko czerwona. Wstałam i rozciągnęłam się. Zauważyłam, że Sasuke leży bez przytomności na ziemi. Szczur podbiegł do mnie
- Mery szybko uciekamy, zanim odzyska przytomność - usłyszałam głosy zza drzwi i przytaknęłam
- No lepiej się stąd zmywajmy - powiedziałam chwytając Pukpuka za rękę ta powiedziała
- Usui prowadź! - Biegłyśmy za chłopakiem tajnymi uliczkami aż w końcu znaleźliśmy się przy bramie.
- Dzięki Usui - powiedziałam - Gdyby nie ty nie wiem co by mi zrobili. Nie lubię być dłużna, więc co chciałbyś w zamian? - Szczur chrząknął znacząco, ale ja ja olałam patrząc na Usui'a. Ten zamyślił się na chwilę.
- Wiesz co Usui? Może spotkamy się potem i to omówimy. Co powiesz na to duże jezioro w środku lasu? - wtrąciła się Wika. On skinął głową i poszedł sobie. Spojrzałam na Pukpuka
- Szczur idziemy do domu nie?
- Idziemy do domu - przytaknęła Wika
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kolejna dawka moich wypocin na blogu, który czytają tylko moje przyjaciółki ;-;, ale cieszę się, że ze mną są. Tak specjalnie za pomocą telefonowego głosowania udało mi się wymyśleć Usui'ego. X3 Dzięki Chomikowi i Mrówie i pozdrawiam Arka ( Chomik wie o kogo chodzi) wasza Autorka Hinatakicałka
poniedziałek, 1 sierpnia 2016
Treningi, czyli jak to Pain zatroszczył się o nas
Gdy byłyśmy już zbyt zmęczone by zrobić cokolwiek zauważyłyśmy polanę. Rosły na niej maki. Jak stałyśmy, tak padłyśmy na ziemię. Cdn.
*********************************************************************************************
************
Narrator
***********
Deidara usiadł ciężko do stołu i już miał się zabrać za śniadanie, gdy Lider powiedział
- Deidara idź po dziewczynki - blondyn ziewnął, ale wiedział, że gdy Pain patrzy takim wzrokiem to znaczy, że nie ma sprzeciwu. Zwlókł się z krzesła i poszedł w stronę korytarza. Tuż przy drzwiach poczuł, że coś jest nie tak. Nie słyszał nic i to właśnie go niepokoiło. Otworzył drzwi, a jego oczom ukazał się pokój całkiem pusty, z otwartym oknem.
-Eeeeemmm.....Liderze? Mamy problem! Jakby to powiedzieć......Uciekły! - Deidara usłyszał huk przewracanego krzesła i sekundę potem pojawił się przy nim Pain
-CO ZROBIŁY?!?!?!
- U...Uciekły - wymamrotałem
- Konan! Chodź tu! - Zanim zdążyłem mrugnąć dziewczyna pojawiła się tuż obok Lidera
- O co chodzi?
- Dziewczyny uciekły - powiedział Pain z trudem powstrzymując gniew
- Oh. Jaki to ma związek ze mną?
- Ty i Deidara polecicie ich poszukać, nie mogły uciec daleko.
- Biorąc pod uwagę ile miały czasu śmiem twierdzić, że uciekły jednak daleko - mruknąłem oddalając się od Paina
- Coś mówiłeś Deidara?!
- Nie Liderze! - Zawołałem i wyszedłem na dwór razem z Konan. Utworzyłem ptaka z gliny, a niebieskowłosa rozwinęła swoje papierowe skrzydła. Obydwoje wzbiliśmy się w powietrze.
******************
Jakiś czas później
******************
Westchnąłem.
- Konan widzisz je Gdzieś?! - Zawołałem do swojej towarzyszki.
- Nie! A ty?!
- Też nie! - Spuściłem wzrok i zauważyłem polanę pełną czerwonych kwiatów, a na niej dwie leżące postacie - Hej, czy to nie nasze zguby?! - też spojrzała w dół.
- To one! Lądujemy! - zanurkowała, a ja za nią. Wylądowaliśmy na polanie pełnej maków. Zmarszczyłem brwi
-Czy to są maki? - Konan kiwnęła głową i zasłoniła nos rękawem płaszcza. Zrobiłem to samo, kucając obok dziewczynek i zbadałem ich puls.
- Dzięki Bogu. Żyją, ale ich puls jest słaby - wstałem - Trzeba je natychmiast stąd wziąć - dziewczyna kiwnęła głową. Pomogła mi przenieść Wikę i Mery na mój twór. Chwilę później ponownie wzbiliśmy się w powietrze.
*********
Marysia
*********
- Mery! Mery! Karaluch do cholery jasnej! - poczułam mocne uderzenie w policzek i zleciałam z łóżka.
- Ał...- mruknęłam jeszcze zaspana, masują bolące miejsce. Podniosłam wzrok i zobaczyłam Wikę z rękami skrzyżowanymi na piersiach i patrzącą na mnie z góry.
- No. Nareszcie się obudziłaś. Już się bałam, że będę zmuszona iść po wiadro zimnej wody.
- Gdybyś to zrobiła zabiłabym cię..- mruknęłam ponownie, wdrapując się z powrotem do łóżka. Ni minęła sekunda, a znowu leżałam na podłodze pocierając tyłek tym razem.
- Ała! Za co? ;-;
- Leniu Karaluchowaty nie ma spania! - Wika postawiła mnie na nogi. Zdmuchnęłam kosmyk włosów z twarzy.
- Czemu...? - ziewnęłam. Szczur przewrócił oczami
- To będzie trudne. Idziemy Na Śniadanie Bo Jestem Głodna - powiedziała wyraźnie i bardzo powoli.
- Acha....- znowu ziewnęłam.
- Więc idziemy czy nie?
- Ok - okazało się, że spałam w ubraniu, więc od razu poszłyśmy do kuchni (tak wg czy ktoś zauważył, że już drugi raz w tym rozdziale ktoś idzie zjeść śniadanie? XD dop.aut.). Przy stole siedział jedynie Pain i lustrował nas wzrokiem. Posłałam Wice spojrzenie ,, Nadal jesteś głodna? ;-;" Nic mi nie odpowiedziała tylko usiadła na krześle naprzeciwko Paina. Westchnęłam cicho i usiadłam obok niej.
- Moje drogie swoim ostatnim wybrykiem pokazałyście jak bardzo jesteście nieposłusznie
- Hola, hola Panie Kolczyki Na Całej Twarzy kto Panu pozwolił nazywać nas ,,moje drogie" ?! - zawołałam - Więzisz nas tu wbrew naszej woli a potem jeszcze nazywasz nas ,,Moje drogie"?! To już psychodela i pedofilia! - wstałam. Wika położyła mi rękę na ramieniu
- Mery siadaj - powiedziała
- Nie!
- Karaluch do cholery masz usiąść albo we śnie zetnę ci włosy rozumiesz?! - zawołała, a ja spojrzałam na nią ze strachem - A teraz u s i ą dź. - Sztywna jak patyk usiadłam powoli na krześle nie spuszczając zimnego wzroku z Paina.
- Jak już mówiłem...Swoim ostatnim wybrykiem okazałyście skrajne nieposłuszeństwo,a przy tym skrajną głupotę. Nie pomyślałyście co się mogło stać, gdyby ktoś was tam znalazł?! Zwłaszcza, gdyby był to Jinchuriki?! Nie pomyślałyście! - Lider wstał gwałtownie, a ja skuliłam się pod wpływem jego krzyku. Pain wziął kilka głębokich wdechów - Z zaistniałą sytuacją postanowiłem, że od tej pory codziennie będziecie ćwiczyły swoje umiejętności - uniosłam lekko rękę
- Um...Liderze..Jest taki mały problem...
- My nie mamy żadnych umiejętności! - wtyrtoliła się w pół mojego zdania Wika. Pain westchnął
- W takim razie będziecie się uczyć od podstaw. Treningi będą odbywały się poza naszą kryjówką, więc będziecie musiały być ostrożne. Waszą trenerką będzie Konan, ewentualnie ktoś będzie ją zastępował - Lider wstał i skierował się w stronę drzwi - Acha, zapomniałbym. Treningi zaczynają się o godzinie 11:00 - 17:00. To już tyle żegnam - powiedział na odchodnym wychodząc.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tia, teraz wszyscy fani moich wypocin będą piszczeć ze szczęścia, że jest nowa notka. Postaram się dodawać notki częściej, skoro są wakacje, a ja mam do was Czytelnicy jeszcze jedno ważne pytanie : Czarne włosy i niebieskie/szare oczy, czy blond włosy i zielone oczy? Odpowiedzi piszcie w komentarzach! Ja pozdrawiam serdecznie Szczura, Chomika i Mrówę, z którymi udało mi się nie przespać 35 godzin!
Wasza Autorka
HinataKicałka
*********************************************************************************************
************
Narrator
***********
Deidara usiadł ciężko do stołu i już miał się zabrać za śniadanie, gdy Lider powiedział
- Deidara idź po dziewczynki - blondyn ziewnął, ale wiedział, że gdy Pain patrzy takim wzrokiem to znaczy, że nie ma sprzeciwu. Zwlókł się z krzesła i poszedł w stronę korytarza. Tuż przy drzwiach poczuł, że coś jest nie tak. Nie słyszał nic i to właśnie go niepokoiło. Otworzył drzwi, a jego oczom ukazał się pokój całkiem pusty, z otwartym oknem.
-Eeeeemmm.....Liderze? Mamy problem! Jakby to powiedzieć......Uciekły! - Deidara usłyszał huk przewracanego krzesła i sekundę potem pojawił się przy nim Pain
-CO ZROBIŁY?!?!?!
- U...Uciekły - wymamrotałem
- Konan! Chodź tu! - Zanim zdążyłem mrugnąć dziewczyna pojawiła się tuż obok Lidera
- O co chodzi?
- Dziewczyny uciekły - powiedział Pain z trudem powstrzymując gniew
- Oh. Jaki to ma związek ze mną?
- Ty i Deidara polecicie ich poszukać, nie mogły uciec daleko.
- Biorąc pod uwagę ile miały czasu śmiem twierdzić, że uciekły jednak daleko - mruknąłem oddalając się od Paina
- Coś mówiłeś Deidara?!
- Nie Liderze! - Zawołałem i wyszedłem na dwór razem z Konan. Utworzyłem ptaka z gliny, a niebieskowłosa rozwinęła swoje papierowe skrzydła. Obydwoje wzbiliśmy się w powietrze.
******************
Jakiś czas później
******************
Westchnąłem.
- Konan widzisz je Gdzieś?! - Zawołałem do swojej towarzyszki.
- Nie! A ty?!
- Też nie! - Spuściłem wzrok i zauważyłem polanę pełną czerwonych kwiatów, a na niej dwie leżące postacie - Hej, czy to nie nasze zguby?! - też spojrzała w dół.
- To one! Lądujemy! - zanurkowała, a ja za nią. Wylądowaliśmy na polanie pełnej maków. Zmarszczyłem brwi
-Czy to są maki? - Konan kiwnęła głową i zasłoniła nos rękawem płaszcza. Zrobiłem to samo, kucając obok dziewczynek i zbadałem ich puls.
- Dzięki Bogu. Żyją, ale ich puls jest słaby - wstałem - Trzeba je natychmiast stąd wziąć - dziewczyna kiwnęła głową. Pomogła mi przenieść Wikę i Mery na mój twór. Chwilę później ponownie wzbiliśmy się w powietrze.
*********
Marysia
*********
- Mery! Mery! Karaluch do cholery jasnej! - poczułam mocne uderzenie w policzek i zleciałam z łóżka.
- Ał...- mruknęłam jeszcze zaspana, masują bolące miejsce. Podniosłam wzrok i zobaczyłam Wikę z rękami skrzyżowanymi na piersiach i patrzącą na mnie z góry.
- No. Nareszcie się obudziłaś. Już się bałam, że będę zmuszona iść po wiadro zimnej wody.
- Gdybyś to zrobiła zabiłabym cię..- mruknęłam ponownie, wdrapując się z powrotem do łóżka. Ni minęła sekunda, a znowu leżałam na podłodze pocierając tyłek tym razem.
- Ała! Za co? ;-;
- Leniu Karaluchowaty nie ma spania! - Wika postawiła mnie na nogi. Zdmuchnęłam kosmyk włosów z twarzy.
- Czemu...? - ziewnęłam. Szczur przewrócił oczami
- To będzie trudne. Idziemy Na Śniadanie Bo Jestem Głodna - powiedziała wyraźnie i bardzo powoli.
- Acha....- znowu ziewnęłam.
- Więc idziemy czy nie?
- Ok - okazało się, że spałam w ubraniu, więc od razu poszłyśmy do kuchni (tak wg czy ktoś zauważył, że już drugi raz w tym rozdziale ktoś idzie zjeść śniadanie? XD dop.aut.). Przy stole siedział jedynie Pain i lustrował nas wzrokiem. Posłałam Wice spojrzenie ,, Nadal jesteś głodna? ;-;" Nic mi nie odpowiedziała tylko usiadła na krześle naprzeciwko Paina. Westchnęłam cicho i usiadłam obok niej.
- Moje drogie swoim ostatnim wybrykiem pokazałyście jak bardzo jesteście nieposłusznie
- Hola, hola Panie Kolczyki Na Całej Twarzy kto Panu pozwolił nazywać nas ,,moje drogie" ?! - zawołałam - Więzisz nas tu wbrew naszej woli a potem jeszcze nazywasz nas ,,Moje drogie"?! To już psychodela i pedofilia! - wstałam. Wika położyła mi rękę na ramieniu
- Mery siadaj - powiedziała
- Nie!
- Karaluch do cholery masz usiąść albo we śnie zetnę ci włosy rozumiesz?! - zawołała, a ja spojrzałam na nią ze strachem - A teraz u s i ą dź. - Sztywna jak patyk usiadłam powoli na krześle nie spuszczając zimnego wzroku z Paina.
- Jak już mówiłem...Swoim ostatnim wybrykiem okazałyście skrajne nieposłuszeństwo,a przy tym skrajną głupotę. Nie pomyślałyście co się mogło stać, gdyby ktoś was tam znalazł?! Zwłaszcza, gdyby był to Jinchuriki?! Nie pomyślałyście! - Lider wstał gwałtownie, a ja skuliłam się pod wpływem jego krzyku. Pain wziął kilka głębokich wdechów - Z zaistniałą sytuacją postanowiłem, że od tej pory codziennie będziecie ćwiczyły swoje umiejętności - uniosłam lekko rękę
- Um...Liderze..Jest taki mały problem...
- My nie mamy żadnych umiejętności! - wtyrtoliła się w pół mojego zdania Wika. Pain westchnął
- W takim razie będziecie się uczyć od podstaw. Treningi będą odbywały się poza naszą kryjówką, więc będziecie musiały być ostrożne. Waszą trenerką będzie Konan, ewentualnie ktoś będzie ją zastępował - Lider wstał i skierował się w stronę drzwi - Acha, zapomniałbym. Treningi zaczynają się o godzinie 11:00 - 17:00. To już tyle żegnam - powiedział na odchodnym wychodząc.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tia, teraz wszyscy fani moich wypocin będą piszczeć ze szczęścia, że jest nowa notka. Postaram się dodawać notki częściej, skoro są wakacje, a ja mam do was Czytelnicy jeszcze jedno ważne pytanie : Czarne włosy i niebieskie/szare oczy, czy blond włosy i zielone oczy? Odpowiedzi piszcie w komentarzach! Ja pozdrawiam serdecznie Szczura, Chomika i Mrówę, z którymi udało mi się nie przespać 35 godzin!
Wasza Autorka
HinataKicałka
środa, 20 stycznia 2016
Hidan-żyrandol
Wzięłam się w garść i otworzyłam drzwi do kuchni
-KTO WLAŁ MI DO SZAMPONU NIEBIESKĄ FARBĘ DO WŁOSÓW?!?!?!?!??!?!?!?!??!??!!??!?!
- Wika?
-Mery?
*********************************************************************************
- Wika? Co ty tu robisz?- zapytałam z niedowierzaniem
-Mogę się Ciebie spytać o to samo. Odkąd tu jesteś?
- Od wczojarszego wieczoru. A ty?
-Od trzech miesięcy.
-Trzech miesięcy?!?!?! Jak to? Przecież trzy miesiące temu....- urwałam. Wszystko nagle zaczęło się układać. Zaginięcie Wiki 3 miesiące temu, drzwi , do których nie wolno mi zaglądać. To oczywiste!-Zaraz, sekundę. Skoro ty tu jesteś, to dlaczego ja też tu jestem?
-Właśnie!- obie odwróciłyśmy się do Lidera- Co to ma znaczyć?
- Już wyjaśniam. Otóż zanim pojawiłaś się ty - Pain wskazał palcem mnie- Była tu tylko Wiktoria. Lecz po pewnym czasie zniknęła. W sensie, że uciekła. Wtedy cię sprowadziliśmy. I wtedy także Hidan i Kakuzu ją znaleźli. Ale nie byliśmy pewni jak zareagujesz kiedy ją zobaczysz, więc ukryliśmy Wiktorię w jej pokoju.
- Powiedziano mi- przerwałam Painowi spoglądając na Deidarę- że to schowek na miotły
-Tak. Musieliśmy zrobić wszystko by ukryć ją przed tobą, bo nie wiedzieliśmy jak zareagujesz. Ale teraz widzę, że twoja reakcja jest zupełnie odwrotnia, więc nie widzę przeszkody byście zamieszkały w jednym pokoju.
-Tak! - krzyknęłyśmy jednocześnie
- To ja lecę się spakować! - zawołałam
- A ja lecę ci pomóc! - Zawołała Wika i obydwie pognałyśmy do pokoju Konan wziąć moje rzeczy.
*****************
Jakiś czas później
*****************
Razem z Pukpukiem byłyśmy obładowane torbami, gdy nagle przed nami wzrósł Hidan.
- Dobra dziewczynki, jako iż wiszę Kakuzu dużo kasy, to dacie mi jedną z tych toreb po dobroci, albo użyję siły.
Spojrzałyśmy po sobie z Wiką i powiedziałam
- Dobra Hidan, albo zejdziesz nam grzecznie z drogi, albo użyjemy siły- Szarowłosy parsknął śmiechem
- Co takie małe dziewczynki mogą mi zrobić?
************
Pain
************
Siedziałem w moim gabinecie i przeglądałem zdjęcia rzeczy Marysi. Wtem zobaczyłem coś niepokojącego, ale usłyszałem hałasy.
Uderzenie. Potem kolejne. Potem seria uderzeń. Cisza. Cięcie. Taśma. I znowu cisza. Kroki. Drzwi na końcu korytarza trzasnęły. Znów kroki. Szuranie. Drzwi przy moim gabinecie otworzyły się i ktoś coś tam wrzucił. Upadek brzmiał jak worek kartofli. I jeszcze raz kroki. Kolejny raz drzwi na końcu korytarza trzasnęły. Głucha cisza. Zaintrygowany wstałem i wyszedłem. Na korytarzu ani żywej duszy. Postanowiłem sprawdzić drzwi od pokoju dziewczyn. Otworzyłem je i moim oczom ukazał się taki widok: Wika i Mery leżały w tej samej pozycji, czytały te same książki. Równocześnie obróciły głowy mając na twarzach miny niewiniątek. Teraz wiedziałem na pewno, że coś zrobiły. Omiotłem wzrokiem ich pokój, ale nie zauważyłem nic podejrzanego. Jeszcze raz spojrzałem na,, niewiniątka". Poszedłem zbadać drzwi przed moim gabinetem. O ile się nie mylę ( a przecież nigdy się nie mylę! Jestem bogiem przyjmij to do wiadomości!) to pokój Hidana. Miałem rację ( jak zwykle) otworzyłem drzwi mówiąc
-Hidan masz 3 sekundy, żeby odłożyć to co teraz robisz i przyjść do mojego gabinetu, zrozumia..... Hidan? - na środku pokoju leżało bezgłowe ciało. Wróciłem do pokoju podejrzanych i zapytałem
- Dziewczyny gdzie jest jego głowa?-spojrzały na mnie swoim ,, nic nie wiedzącym" wzrokiem.
-Czyja głowa?
- Nie udawajcie głupich, wiem, że mu coś zrobiłyście.- Mery wymamrotała pod nosem coś obraźliwego.
**************
Wika
*************
Posłałam Mery spojrzenie,, kurcze nakrył nas co teraz?". Ona odpowiedziała mi spojrzeniem,, nie martw się mam wszystko pod kontrolą ". Zaczęła nawijać jak najęta na jednym oddechu
-Ale wiesz Liderze to wcale nie musiała być nasza wina, my może po prostu znalazłyśmy się w złym miejscu i czasie, a ty Liderze nas niesprawiedliwie oskarżasz, wiesz jak nam musi być teraz smutno?? A ty nawet nie masz o tym pojęcia my też mamy uczucia wiesz?? Nie jesteśmy z kamienia.......bla,bla,bla,bla...- Mery nawijała, a ja tylko czasem kiwałam głową i dorzucałam coś od siebie, ale ciągle niespokojnie patrzyłam w górę. Niestety Pain to zauważył. Poderwał głowę do góry i zauważył takie coś:
Hidan (oj przepraszam jego głowa) z taśmą klejącą na ustach był zawieszony u sufitu w charakterze lampy. Nie pytajcie jak zrobiłyśmy, że z jego oczy się świeci. Nie chcecie wiedzieć.
-Dziewczyny zdejmijcie jego głowę z sufitu
-Ale..
-To moje ostatnie słowo-przerwał mi Pain wychodząc
-No to co Wika, chyba nie mamy wyboru, musimy to zdjąć-Mery wskazała głową na ,,lampę"
-Ech... chyba masz rację - westchnęłam ciężko - skoczę się po drabinę
**********
Mery
*********
Wika przyniosła drabinę, ściągnęłyśmy głowę, wrzuciłyśmy ją do jego pokoju i poszłyśmy na kolację. Siedząc przy stole Lider wstał i oznajmnił, że mamy szlaban na wychodzenie z pokoju na 4 dni. Zaczęłyśmy jęczeć, że to nie fair i, że to on zaczął, ale Pain nas nie słuchał. Pociągnął nas do pokoju, wrzucił i zamknął na klucz. Fakt, że nic z tym nie mogłyśmy zrobić był przytłaczający. Nagle Wika wpadła na szalony pomysł. W naszym pokoju tuż pod sufitem było male okno, przez które osoba dorosła by się nie przecisnęła.
-Właśnie Mery! Dorosła! A my jesteśmy małe i chude. Przeciśniemy się!
-No nie wiem Wiki.... A co jak Pain nas znajdzie i zabije? Przecież nie przejmowałby się chyba dwoma małymi dziewczynkami.
-Przejmowałby się. A wiesz czemu?
-Zamieniam się w słuch. Podaj choć 3 powody dlaczego miałby się nami opiekować.
-Aż 3 to nie podam ale mam jeden kluczowy. Podsłuchałam rozmowę Hidana z Kakuzu i wiesz co mówili? Że Lider nie ma już sił otworzyć kolejnego portalu.
-Czyli nie ma sił, żeby wezwać jeszcze jedną osobę z naszego świata?
-Dokładnie. Czyli możemy robić co nam się żywnie podoba, a Pain nie będzie mógł nam nic zrobić :)
-Super! Ok musimy teraz wykminić jak dostać się do tego okna. Wydostać się i przy okazji się przy tym nie zabić. Bułka z masłem.
-Jak ty to mówisz to już nie brzmi tak dobrze.
- ;c
- Żartowałam. Weź tę drabinę i podejdź tu z nią. - Podeszłam do składanej drabiny i postawiłam ją tuż pod oknem. Wika wdrapała się i otworzyła okienko.
-Okej- powiedziała - Raz się żyje! - I wyskoczyła
-Żyjesz?- krzyknęłam
- Nie, umarłam!
-Nie żartuj! - Zawołałam wchodząc po drabinie
-Dobra ale uważaj bo......- nie zdążyła mnie ostrzec bo wyskoczyłam. Upadając na ziemię nadziałam się na kamień, który przeciął mi skórę na lewej łydce. Syknęłam z bólu.
- Czemu mnie nie ostrzegaś?!- zapytałam z wyrzutem
- No wiesz?! Próbowałam! Tylko Ty jak głupia poleciałaś na pałę!!
- Mogłaś mówić szybciej.
-.... Wiesz co zapomnij. Lepiej gdzieś chodźmy.
-Masz jakiś plan?
-Nie
-Jakąś orientację gdzie jesteśmy?
-Nie
- Masz cokolwiek co mogłoby się nam przydać???
-......... Nie- z trudem powstrzymałam gniew i powiedziałam
- Czyli mam rozumieć, że idziemy w nieznane, bez ekwipunku, bez mapy, bez planu i bez niczego??
-No .... chyba tak
-Czyli tak jak normalnie- zaśmiałam się- Dobra, w którą stronę?
-Emmm.......- Wika zamyśliła się- Tam!- pokazała drogę w busz
-Jak chcesz choć nie podoba mi się ta droga - skrzywiłam się
- Marudzisz! Chodź, będzie fajnie!- zawołała z entuzjazmem
- Może i marudzę ale jak masz zamiar dojść gdziekolwiek z tym?- pokazałam ranę na nodze, bo Pukpuk też miała taką samą
-Dojdziemy! Nie martw się!- I poszłyśmy utykając. Gdy byłyśmy już zbyt zmęczone by zrobić cokolwiek zauważyłyśmy polanę. Rosły na niej maki. Ległyśmy i tak jak padłyśmy usnęłyśmy.
*******************************************************************************
Sorki,że tak długo notek nie było ale jestem leniem ;c. notki będą pojawiać się (może) częściej ( ale nic nie obiecuje). Odemnie to wszystko, miłych ferii, nie połacie sobie kończyn, pa!
-Trzech miesięcy?!?!?! Jak to? Przecież trzy miesiące temu....- urwałam. Wszystko nagle zaczęło się układać. Zaginięcie Wiki 3 miesiące temu, drzwi , do których nie wolno mi zaglądać. To oczywiste!-Zaraz, sekundę. Skoro ty tu jesteś, to dlaczego ja też tu jestem?
-Właśnie!- obie odwróciłyśmy się do Lidera- Co to ma znaczyć?
- Już wyjaśniam. Otóż zanim pojawiłaś się ty - Pain wskazał palcem mnie- Była tu tylko Wiktoria. Lecz po pewnym czasie zniknęła. W sensie, że uciekła. Wtedy cię sprowadziliśmy. I wtedy także Hidan i Kakuzu ją znaleźli. Ale nie byliśmy pewni jak zareagujesz kiedy ją zobaczysz, więc ukryliśmy Wiktorię w jej pokoju.
- Powiedziano mi- przerwałam Painowi spoglądając na Deidarę- że to schowek na miotły
-Tak. Musieliśmy zrobić wszystko by ukryć ją przed tobą, bo nie wiedzieliśmy jak zareagujesz. Ale teraz widzę, że twoja reakcja jest zupełnie odwrotnia, więc nie widzę przeszkody byście zamieszkały w jednym pokoju.
-Tak! - krzyknęłyśmy jednocześnie
- To ja lecę się spakować! - zawołałam
- A ja lecę ci pomóc! - Zawołała Wika i obydwie pognałyśmy do pokoju Konan wziąć moje rzeczy.
*****************
Jakiś czas później
*****************
Razem z Pukpukiem byłyśmy obładowane torbami, gdy nagle przed nami wzrósł Hidan.
- Dobra dziewczynki, jako iż wiszę Kakuzu dużo kasy, to dacie mi jedną z tych toreb po dobroci, albo użyję siły.
Spojrzałyśmy po sobie z Wiką i powiedziałam
- Dobra Hidan, albo zejdziesz nam grzecznie z drogi, albo użyjemy siły- Szarowłosy parsknął śmiechem
- Co takie małe dziewczynki mogą mi zrobić?
************
Pain
************
Siedziałem w moim gabinecie i przeglądałem zdjęcia rzeczy Marysi. Wtem zobaczyłem coś niepokojącego, ale usłyszałem hałasy.
Uderzenie. Potem kolejne. Potem seria uderzeń. Cisza. Cięcie. Taśma. I znowu cisza. Kroki. Drzwi na końcu korytarza trzasnęły. Znów kroki. Szuranie. Drzwi przy moim gabinecie otworzyły się i ktoś coś tam wrzucił. Upadek brzmiał jak worek kartofli. I jeszcze raz kroki. Kolejny raz drzwi na końcu korytarza trzasnęły. Głucha cisza. Zaintrygowany wstałem i wyszedłem. Na korytarzu ani żywej duszy. Postanowiłem sprawdzić drzwi od pokoju dziewczyn. Otworzyłem je i moim oczom ukazał się taki widok: Wika i Mery leżały w tej samej pozycji, czytały te same książki. Równocześnie obróciły głowy mając na twarzach miny niewiniątek. Teraz wiedziałem na pewno, że coś zrobiły. Omiotłem wzrokiem ich pokój, ale nie zauważyłem nic podejrzanego. Jeszcze raz spojrzałem na,, niewiniątka". Poszedłem zbadać drzwi przed moim gabinetem. O ile się nie mylę ( a przecież nigdy się nie mylę! Jestem bogiem przyjmij to do wiadomości!) to pokój Hidana. Miałem rację ( jak zwykle) otworzyłem drzwi mówiąc
-Hidan masz 3 sekundy, żeby odłożyć to co teraz robisz i przyjść do mojego gabinetu, zrozumia..... Hidan? - na środku pokoju leżało bezgłowe ciało. Wróciłem do pokoju podejrzanych i zapytałem
- Dziewczyny gdzie jest jego głowa?-spojrzały na mnie swoim ,, nic nie wiedzącym" wzrokiem.
-Czyja głowa?
- Nie udawajcie głupich, wiem, że mu coś zrobiłyście.- Mery wymamrotała pod nosem coś obraźliwego.
**************
Wika
*************
Posłałam Mery spojrzenie,, kurcze nakrył nas co teraz?". Ona odpowiedziała mi spojrzeniem,, nie martw się mam wszystko pod kontrolą ". Zaczęła nawijać jak najęta na jednym oddechu
-Ale wiesz Liderze to wcale nie musiała być nasza wina, my może po prostu znalazłyśmy się w złym miejscu i czasie, a ty Liderze nas niesprawiedliwie oskarżasz, wiesz jak nam musi być teraz smutno?? A ty nawet nie masz o tym pojęcia my też mamy uczucia wiesz?? Nie jesteśmy z kamienia.......bla,bla,bla,bla...- Mery nawijała, a ja tylko czasem kiwałam głową i dorzucałam coś od siebie, ale ciągle niespokojnie patrzyłam w górę. Niestety Pain to zauważył. Poderwał głowę do góry i zauważył takie coś:
Hidan (oj przepraszam jego głowa) z taśmą klejącą na ustach był zawieszony u sufitu w charakterze lampy. Nie pytajcie jak zrobiłyśmy, że z jego oczy się świeci. Nie chcecie wiedzieć.
-Dziewczyny zdejmijcie jego głowę z sufitu
-Ale..
-To moje ostatnie słowo-przerwał mi Pain wychodząc
-No to co Wika, chyba nie mamy wyboru, musimy to zdjąć-Mery wskazała głową na ,,lampę"
-Ech... chyba masz rację - westchnęłam ciężko - skoczę się po drabinę
**********
Mery
*********
Wika przyniosła drabinę, ściągnęłyśmy głowę, wrzuciłyśmy ją do jego pokoju i poszłyśmy na kolację. Siedząc przy stole Lider wstał i oznajmnił, że mamy szlaban na wychodzenie z pokoju na 4 dni. Zaczęłyśmy jęczeć, że to nie fair i, że to on zaczął, ale Pain nas nie słuchał. Pociągnął nas do pokoju, wrzucił i zamknął na klucz. Fakt, że nic z tym nie mogłyśmy zrobić był przytłaczający. Nagle Wika wpadła na szalony pomysł. W naszym pokoju tuż pod sufitem było male okno, przez które osoba dorosła by się nie przecisnęła.
-Właśnie Mery! Dorosła! A my jesteśmy małe i chude. Przeciśniemy się!
-No nie wiem Wiki.... A co jak Pain nas znajdzie i zabije? Przecież nie przejmowałby się chyba dwoma małymi dziewczynkami.
-Przejmowałby się. A wiesz czemu?
-Zamieniam się w słuch. Podaj choć 3 powody dlaczego miałby się nami opiekować.
-Aż 3 to nie podam ale mam jeden kluczowy. Podsłuchałam rozmowę Hidana z Kakuzu i wiesz co mówili? Że Lider nie ma już sił otworzyć kolejnego portalu.
-Czyli nie ma sił, żeby wezwać jeszcze jedną osobę z naszego świata?
-Dokładnie. Czyli możemy robić co nam się żywnie podoba, a Pain nie będzie mógł nam nic zrobić :)
-Super! Ok musimy teraz wykminić jak dostać się do tego okna. Wydostać się i przy okazji się przy tym nie zabić. Bułka z masłem.
-Jak ty to mówisz to już nie brzmi tak dobrze.
- ;c
- Żartowałam. Weź tę drabinę i podejdź tu z nią. - Podeszłam do składanej drabiny i postawiłam ją tuż pod oknem. Wika wdrapała się i otworzyła okienko.
-Okej- powiedziała - Raz się żyje! - I wyskoczyła
-Żyjesz?- krzyknęłam
- Nie, umarłam!
-Nie żartuj! - Zawołałam wchodząc po drabinie
-Dobra ale uważaj bo......- nie zdążyła mnie ostrzec bo wyskoczyłam. Upadając na ziemię nadziałam się na kamień, który przeciął mi skórę na lewej łydce. Syknęłam z bólu.
- Czemu mnie nie ostrzegaś?!- zapytałam z wyrzutem
- No wiesz?! Próbowałam! Tylko Ty jak głupia poleciałaś na pałę!!
- Mogłaś mówić szybciej.
-.... Wiesz co zapomnij. Lepiej gdzieś chodźmy.
-Masz jakiś plan?
-Nie
-Jakąś orientację gdzie jesteśmy?
-Nie
- Masz cokolwiek co mogłoby się nam przydać???
-......... Nie- z trudem powstrzymałam gniew i powiedziałam
- Czyli mam rozumieć, że idziemy w nieznane, bez ekwipunku, bez mapy, bez planu i bez niczego??
-No .... chyba tak
-Czyli tak jak normalnie- zaśmiałam się- Dobra, w którą stronę?
-Emmm.......- Wika zamyśliła się- Tam!- pokazała drogę w busz
-Jak chcesz choć nie podoba mi się ta droga - skrzywiłam się
- Marudzisz! Chodź, będzie fajnie!- zawołała z entuzjazmem
- Może i marudzę ale jak masz zamiar dojść gdziekolwiek z tym?- pokazałam ranę na nodze, bo Pukpuk też miała taką samą
-Dojdziemy! Nie martw się!- I poszłyśmy utykając. Gdy byłyśmy już zbyt zmęczone by zrobić cokolwiek zauważyłyśmy polanę. Rosły na niej maki. Ległyśmy i tak jak padłyśmy usnęłyśmy.
*******************************************************************************
Sorki,że tak długo notek nie było ale jestem leniem ;c. notki będą pojawiać się (może) częściej ( ale nic nie obiecuje). Odemnie to wszystko, miłych ferii, nie połacie sobie kończyn, pa!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
